Wiele osób trafia na test ROMA dopiero wtedy, gdy USG pokazuje zmianę w przydatkach i zaczyna się niepewność, czy to jeszcze torbiel, czy już coś poważniejszego. ROMA nie stawia rozpoznania samodzielnie, ale porządkuje ryzyko i wskazuje, czy diagnostyka powinna przyspieszyć. To algorytm, który łączy HE4, CA125 i status menopauzalny w jeden wynik użyteczny przy ocenie ryzyka raka jajnika. W praktyce właśnie dlatego ma znaczenie tam, gdzie liczy się szybkie odróżnienie zmian łagodnych od tych wymagających pilnego skierowania.
Test ROMA porządkuje ryzyko, ale nie zastępuje rozpoznania raka jajnika
- ROMA jest przeznaczony dla kobiet z guzem przydatków, u których planuje się operację, a nie do badania przesiewowego.
- Wynik ROMA trzeba czytać razem z USG, objawami i oceną kliniczną, bo sam algorytm nie rozstrzyga, czy zmiana jest złośliwa.
- W Polsce PTGO rekomenduje obliczenie RMI, a w odpowiednich sytuacjach także ROMA, z szybkim skierowaniem do ośrodka specjalistycznym przy wysokim ryzyku.
- W jednym badaniu na 581 kobiet ROMA osiągnął czułość 59%, swoistość 92% i AUC 0,82, ale model ADNEX wypadł lepiej.
- Rak jajnika pozostaje poważnym problemem zdrowia publicznego, bo w Polsce odnotowuje się tysiące nowych przypadków i zgonów każdego roku.

Co to jest test ROMA i kiedy się go zleca?
ROMA to algorytm ryzyka oparty na dwóch markerach z krwi i statusie menopauzalnym, używany przy ocenie kobiet z wyczuwalną lub obrazową zmianą w obrębie jajnika. Według FDA test jest przeznaczony dla kobiet po 18. roku życia z masą przydatków, u których planuje się operację i które nie zostały jeszcze skierowane do onkologa. Zasada działania jest prosta: wynik HE4 i CA125 jest przeliczany na pojedynczy wskaźnik ryzyka, dzięki czemu łatwiej ocenić, czy pacjentka wymaga szybszej konsultacji specjalistycznej. To narzędzie triage, a nie końcowa diagnoza.
W jakim momencie ma sens
ROMA ma największą wartość wtedy, gdy obraz kliniczny nie jest jednoznaczny, a lekarz musi zdecydować, czy zmiana wygląda bezpiecznie, czy wymaga szybszej ścieżki onkologicznej. Najczęściej dotyczy to kobiet z guzem przydatków, planowaną operacją i oceną przed zabiegiem. Taki kontekst jest ważny, bo test nie służy do uspokajania każdej osoby z bólem brzucha ani do przypadkowego „sprawdzania raka” bez wskazań. Właśnie dlatego wynik zawsze trzeba zestawiać z ultrasonografią, wiekiem i objawami.
Zapamiętaj: ROMA nie jest testem przesiewowym i nie zastępuje USG ani oceny ginekologicznej. Jeśli wynik jest wysoki, oznacza większe ryzyko, a nie pewne rozpoznanie.
W codziennej praktyce warto też pamiętać o prostym rozróżnieniu: ROMA ocenia ryzyko, a nie obecność nowotworu z taką pewnością, jak zrobiłaby to histopatologia. Dlatego wynik dodatni nie kończy diagnostyki, tylko ją przyspiesza. Wynik ujemny również nie zamyka sprawy, jeśli obraz kliniczny lub USG pozostają niepokojące. W tym sensie ROMA działa najlepiej jako element szerszego procesu, a nie jako samotny werdykt.
Przeczytaj również: CA 125 w endometriozie: Czy podwyższony wynik to powód do obaw?

Jak interpretować wynik testu ROMA?
Najważniejsze są progi ryzyka i kontekst badania. W praktyce ROMA nie daje odpowiedzi „tak” albo „nie”, tylko klasyfikuje pacjentkę do grupy niższego lub wyższego ryzyka. W jednym z większych badań obejmujących 581 kobiet do kalkulacji wykorzystano CA125 > 35 U/ml, HE4 > 70 pmol/l u kobiet przed menopauzą i HE4 > 140 pmol/l po menopauzie, a sam ROMA uznawano za wysoki przy wartościach ≥ 11,4% przed menopauzą i ≥ 29,9% po menopauzie. To jednak progi przykładowe dla konkretnego zestawu odczynników, bo granice mogą się różnić między laboratoriami.
Jakie progi są najczęściej stosowane
Interpretacja zawsze zaczyna się od sprawdzenia, czy laboratorium podaje własny zakres referencyjny, bo różne systemy analityczne nie są w pełni zamienne. W praktyce pacjentka może zobaczyć wynik procentowy, który ma zostać odczytany razem ze statusem menopauzalnym. Niższy wynik zwykle sugeruje mniejsze ryzyko złośliwości, ale nie wyklucza choroby, jeśli USG pokazuje cechy podejrzane. Wyższy wynik zwiększa prawdopodobieństwo, że potrzebna będzie pilniejsza konsultacja w ośrodku specjalistycznym.
| Status | Próg ryzyka | Przykładowy wynik | Interpretacja |
|---|---|---|---|
| Przed menopauzą | < 11,4% | 8,2% | Niższe ryzyko, jeśli USG i objawy są mało niepokojące |
| Przed menopauzą | ≥ 11,4% | 17,0% | Wyższe ryzyko, potrzebna szersza ocena kliniczna |
| Po menopauzie | < 29,9% | 24,0% | Niższe ryzyko, ale nadal liczy się obraz USG |
| Po menopauzie | ≥ 29,9% | 40,0% | Wyższe ryzyko, zwykle wskazana konsultacja specjalistyczna |
Takie progi dobrze pokazują, że ROMA nie jest jednym uniwersalnym numerem dla wszystkich kobiet. Znaczenie ma menopauza, metoda oznaczenia i to, czy badanie wykonano w sytuacji rzeczywistego guza przydatków. Wynik „wysoki” u jednej osoby może mieć większą wagę niż taki sam wynik u innej, jeśli obraz ultrasonograficzny, objawy i wiek są różne. Dlatego w opisie badania kluczowe jest nie tylko „ile wyszło”, ale też „dla kogo” i „w jakim kontekście”.
Jak ROMA wypada wobec innych narzędzi
W badaniu opublikowanym w czasopiśmie Cancers porównano kilka popularnych metod oceny zmian przydatków. ROMA osiągnął czułość 59%, swoistość 92% i AUC 0,82, podczas gdy CA125 miał czułość 60% i swoistość 80%, HE4 czułość 39% i swoistość 96%, a model ADNEX czułość 82% i AUC 0,92. To pokazuje, że ROMA jest użyteczny, ale nie zawsze najlepszy w każdym scenariuszu. W tym samym badaniu ADNEX okazał się mocniejszy diagnostycznie, co dobrze tłumaczy, dlaczego współczesna ocena guza jajnika coraz częściej opiera się na kilku narzędziach naraz.
| Narzędzie | Czułość | Swoistość | AUC | Znaczenie praktyczne |
|---|---|---|---|---|
| CA125 | 60% | 80% | 0,76 | Pomocniczy marker, podatny na fałszywe dodatnie wyniki |
| HE4 | 39% | 96% | 0,81 | Bardziej swoisty, ale mniej czuły |
| ROMA | 59% | 92% | 0,82 | Łączy markery i status menopauzalny, dobrze sprawdza się w triage |
| RMI I | 56% | 98% | 0,86 | Bardzo swoisty, ale zależy też od opisu USG |
| ADNEX | 82% | 91% | 0,92 | Najmocniejszy wynik w tym zestawieniu |
W praktyce: ROMA najlepiej działa jako część większej układanki. Jeśli wynik jest wysoki, ale USG jest spokojne i objawy są skąpe, decyzja kliniczna nadal musi zostać oparta na całości obrazu.
Przeczytaj również: Endometrioza i ból miednicy: diagnoza, leczenie, nowa nadzieja NFZ
Kiedy test ROMA może zmylić?
Najczęściej wtedy, gdy wyniki markerów są podbite przez coś innego niż nowotwór albo gdy zmiana w ogóle nie należy do grupy, dla której test został stworzony. ROMA nie jest doskonały w ciąży, przy chorobach nerek, w endometriozie i w wielu stanach zapalnych. Tę słabość dobrze widać przy każdym badaniu, które opiera się na markerach z krwi: wynik nie mówi, skąd dokładnie bierze się odchylenie, tylko że odchylenie istnieje. Z tego powodu większe znaczenie ma zawsze kombinacja: objawy, USG, wiek, menopauza i dopiero potem algorytm.
Ciąża i okres okołociążowy
W ciąży interpretacja markerów jest trudniejsza, bo CA125 może rosnąć fizjologicznie, zwłaszcza we wczesnym okresie, a HE4 zwykle nie zachowuje się w ten sam sposób. Według polskich standardów opublikowanych na gov.pl diagnostyczna wartość indeksu ROMA w ciąży pozostaje nieznana. To ważne, bo wynik pozornie podwyższony może wywołać niepotrzebny niepokój, a wynik prawidłowy nie daje pełnego bezpieczeństwa, jeśli USG pokazuje zmianę wymagającą kontroli. W ciąży priorytetem pozostaje obraz kliniczny i ultrasonograficzny, nie sam marker.
Nerki i stany zapalne
U części pacjentek HE4 rośnie wraz z pogarszającą się funkcją nerek, przez co ROMA może wypadać fałszywie wysoko. Opisy przypadków i prace przeglądowe wskazują, że obniżony eGFR oraz podwyższona kreatynina potrafią zawyżać HE4, a więc także cały algorytm. Z kolei CA125 łatwo reaguje na stany zapalne, wysięki, menstruację czy inne łagodne procesy w obrębie miednicy i jamy brzusznej. To jeden z powodów, dla których wynik laboratorium bez obrazu klinicznego bywa mylący.
Endometrioza i łagodne guzy
Endometrioza potrafi podnieść CA125, a niektóre łagodne guzy jajnika mogą dawać wynik budzący niepokój mimo braku złośliwości. Właśnie dlatego ROMA nie powinien być czytany w oderwaniu od badania ginekologicznego i USG. W praktyce zdarza się, że to nie sam wynik markerów, ale połączenie objawów i obrazu jajnika decyduje o dalszym postępowaniu. Gdy pacjentka ma bolesne miesiączki, przewlekły ból miednicy lub obraz typowy dla endometriozy, marker podwyższony nie oznacza automatycznie raka.
Uwaga: Wysoki ROMA nie oznacza raka, a niski ROMA nie wyklucza nowotworu, jeśli objawy i USG pozostają niepokojące. Największy błąd to traktowanie wyniku jako samodzielnego rozstrzygnięcia.
To właśnie ten obszar najczęściej rodzi frustrację: wynik jest „niby dobry”, a lekarz mimo to zleca kolejne badania. W praktyce nie jest to nadmiar ostrożności, tylko normalna odpowiedź na ograniczenia markerów. Z tego powodu osoba z objawami podobnymi do endometriozy nie powinna zamykać diagnostyki na jednym teście, zwłaszcza jeśli ból narasta, pojawia się wodobrzusze albo obraz USG przestaje być typowy dla łagodnej zmiany. ROMA ma wspierać decyzję, a nie ją zastępować.
Jak wygląda ścieżka diagnostyczna w Polsce?
Najpierw liczy się USG i ocena przez lekarza, a dopiero potem markery i algorytmy. W polskich rekomendacjach PTGO podkreślono, że przy guzach jajnika warto obliczać RMI i wykonywać test ROMA, a przy wysokim ryzyku kierować pacjentkę do ośrodka specjalistycznego. Według PTGO nie ma zastosowania przesiewowe badanie w kierunku raka jajnika, a we wczesnych postaciach rozpoznanie stawia się nadal tylko u mniejszości chorych. IARC podaje dla Polski 4678 nowych przypadków oraz 3206 zgonów z powodu raka jajnika, więc szybka i sensowna ścieżka diagnostyczna ma realne znaczenie.
Co zwykle dzieje się po niepokojącym wyniku
- USG przezpochwowe i ocena cech zmiany, bo obraz przydatków często mówi więcej niż pojedynczy marker.
- Markery z krwi, zwykle CA125 i HE4, a w razie potrzeby także ROMA, jeśli lekarz chce uporządkować ryzyko.
- Skierowanie do ośrodka specjalistycznego, gdy wynik lub obraz USG sugerują wyższe ryzyko złośliwości.
- Histopatologia po zabiegu, bo to właśnie ona potwierdza lub wyklucza rozpoznanie nowotworu.
- Konsultacja genetyczna po potwierdzeniu raka jajnika, zwłaszcza w kierunku BRCA1/2, bo ma to znaczenie dla leczenia i profilaktyki rodziny.
W polskich realiach istotna jest też dostępność szybkiej ścieżki do ginekologa-onkologa. PTGO wskazuje, że przy wysokim RMI lub wysokim ROMA pacjentka powinna trafić do jednostki mającej doświadczenie w leczeniu raka jajnika. To nie jest detal organizacyjny, tylko różnica między dobrze zaplanowaną operacją a diagnostyką prowadzoną z opóźnieniem. W praktyce właśnie tu test ROMA może skrócić czas do właściwego specjalisty.
W praktyce: Jeśli wynik ROMA jest podwyższony, a USG pokazuje guz przydatków, nie ma sensu czekać z kolejną kontrolą „aż samo przejdzie”. Taka sytuacja wymaga uporządkowanej ścieżki, a nie obserwacji bez planu.
W tym samym obszarze łatwo pomylić ból jajnika, endometriozę i nowotwór, zwłaszcza gdy objawy są nawracające i niespecyficzne. Dlatego przy przewlekłym bólu miednicy, krwawieniach międzymiesiączkowych lub ucisku w podbrzuszu warto czytać wynik ROMA razem z obrazem klinicznym, a nie osobno. Jeśli problemem są przede wszystkim dolegliwości bólowe, pomocne może być także spojrzenie szerzej na możliwe przyczyny i typowe czerwone flagi.
Jak uniknąć najczęstszych błędów przy ROMA?
Największy błąd to traktowanie ROMA jak test „tak albo nie”. Kolejny to porównywanie wyników między laboratoriami bez sprawdzenia, na jakim systemie analitycznym pracują. Błąd pojawia się też wtedy, gdy badanie zleca się bez uchwytnej masy przydatków albo w sytuacji, dla której test nie był projektowany. ROMA ma pomagać w selekcji ryzyka, a nie zastępować całą diagnostykę ginekologiczną.
Najczęstsze pomyłki
- Samodzielna interpretacja wyniku bez konsultacji i bez USG prowadzi do fałszywego spokoju albo niepotrzebnego lęku.
- Traktowanie testu jak przesiewu dla każdej kobiety z bólem brzucha nie ma uzasadnienia klinicznego.
- Ignorowanie ciąży, endometriozy i chorób nerek zwiększa ryzyko błędnego odczytu markerów.
- Wykorzystywanie jednego progu dla wszystkich laboratoriów jest mylące, bo cut-off zależy od użytych odczynników.
- Odwlekanie konsultacji po wyniku wysokiego ryzyka może opóźnić rozpoznanie i leczenie.
Co dziś ma większą wagę niż kiedyś
Coraz częściej w centrum uwagi są modele oparte na USG, takie jak ADNEX, bo w porównaniu z ROMA potrafią lepiej rozróżniać guzy łagodne i złośliwe. To nie odbiera ROMA znaczenia, ale ustawia go we właściwym miejscu: jako element triage, a nie jedyny wyznacznik dalszego postępowania. W sytuacji, gdy obraz jest niejasny, a objawy narastają, ważniejsze od samego numeru jest tempo skierowania do właściwego ośrodka. Współczesna diagnostyka raka jajnika opiera się na połączeniu obrazu, markerów i specjalistycznej oceny.
ROMA najlepiej działa jako element triage, a nie samotny werdykt, dlatego wynik trzeba zawsze czytać razem z USG, objawami i oceną specjalisty.